fbpx
Produkt został dodany

Co z tymi szczepionkami?

Co jakiś czas pojawiają się doniesienia o nowych ogniskach odry w Polsce. Jak bumerang wraca temat szczepień i szerzącej się opinii, jakoby szczepionki miały mieć negatywny wpływ na zdrowie. Więc jak to z nimi jest? Szczepić, nie szczepić? Jako biolog molekularny uznałam, że powinnam się na ten temat wypowiedzieć. Więc na wstępie powiem krótko: szczepić. A dlaczego? Czytaj dalej. 

Na początek odeprę zarzuty, że finansuje mnie tzw. “Big Pharma”. Nie finansuje, nigdy nie pracowałam w branży farmaceutycznej. To wpis z dobroci serca.

Rys historyczny

A zacznę od początku, czyli od ospy prawdziwej, tzw. czarnej ospy. To choroba wirusowa, która dziesiątkowała ludzką populację przez wieki. Do Europy dotarła w roku 581. Do Ameryki zawlekliśmy ją w XVI w. Tam tylko w ciągu dwóch lat pochłonęła 3 do 3,5 mln istnień. 95% populacji Inków to ofiary tej choroby. Jak to się stało, że ospy prawdziwej już nie ma? Ostatni przypadek został odnotowany w 1978 roku, a było to możliwe dzięki, uwaga, szczepionce. Tak, tak: szczepionce. Zanim opracowano szczepionkę opartą na wirusie krowianki, Chińczycy stosowali inną metodę. Bardziej ryzykowną, ale dość skuteczną. Wdmuchiwali do nosa osoby zdrowej starte strupy z ciała chorego na ospę prawdziwą. U pacjenta rozwijała się  łagodna postać choroby, dzięki której nabywał odporność czynną. Metoda ta stała się na początku XVIII wieku bardzo popularna w Europie. Zagorzałymi przeciwnikami szczepień było duchowieństwo. Twierdzili, że ospa to kara boska, a szczepienie to narzędzie szatana. Na początku XVIII w. to szczepienie było niezwykle popularne, mimo że ryzyko śmiertelnych powikłań wynosiło 2%. Dlaczego było popularne? Jeśli masz 5% na przeżycie ospy prawdziwej, albo 2% na śmierć w wyniku powikłań po szczepieniu, to chyba bilans jest oczywisty.

A jak powstała szczepionka, która raz na zawsze wyeliminowała wirusa ospy z ludzkiej populacji? Edward Jenner na praktykach lekarskich zauważył, że ludzie pracujący przy krowach nigdy nie chorują na ospę. Ale chorowali na jej lżejszą postać, tzw. krowiankę. Na podstawie swoich obserwacji wysnuł teorię, że to właśnie przejście krowianki daje tym ludziom odporność na ospę prawdziwą. Jenner sprawdził swoją teorię zarażając 8-letniego chłopca krowianką. Chłopak wyzdrowiał, po czym Jenner starał się zarazić go ospą – nie udało się. I tak machina ruszyła. Śmiertelność po szczepieniu była bliska zeru, a już w połowie XIX w. w Stanach Zjednoczonych wprowadzono obowiązkowe szczepienia dla uczniów, oparte na podawaniu wirusa krowianki. 200 lat zajęło ludzkości wyeliminowanie choroby, która przez stulecia dziesiątkowała populacje ludzi na wszystkich kontynentach. Moi rodzice jeszcze pamiętają pojedyncze przypadki tej choroby. Za to pokolenie dzisiejszych trzydziestolatków zna tę chorobę tylko z podręczników do biologii. A przynajmniej taką mam nadzieję, że w szkole nadal uczy się o tym kamieniu milowym w medycynie! 

Szczepienia w XX w.

W XX wieku dokonał się ogromny postęp w immunologii. Powstały szczepionki na takie choroby jak odra, różyczka, świnka i wiele, wiele innych. Coraz bezpieczniejszych, bo często wykorzystują jedynie fragmenty wirusów, np. sam kapsyd bez materiału genetycznego. Jednym z największych osiągnięć była i właściwie nadal jest szczepionka doustna na chorobę Heinego-Medina. To choroba wywoływana przez wirusa polio, przenoszonego drogą pokarmową. Nie ma skutecznego lekarstwa na tę chorobę, jest tylko, albo aż, szczepionka. Wiesz co to żelazne płuco? Zobacz TUTAJ. To wielki respirator, który pozwala ofiarom wirusa polio oddychać. Wiesz, że są ludzie, którzy od kilkudziesięciu lat w nich żyją? Ale oni zostali zakażeni przed erą szczepionek, raczej nie mieli wyboru zachorować czy się zaszczepić. Kto dziś pamięta o tych urządzeniach? Tylko ci, którzy z nich niestety korzystają. 

Europa Zachodnia i kraje rozwinięte o tej chorobie powoli zapominają. Ale w krajach takich jak Afganistan, Indie, czy w krajach afrykańskich to wciąż powszechny problem. Mam wrażenie, że te dobre czasy usypiają w nas czujność. I u nas problem może znowu się pojawić, jeśli zrezygnujemy z dobrodziejstwa medycyny jakim jest szczepionka. W 2011 r. nie zostało zaszczepionych u nas około 3 tys. dzieci, w 2012 r. – 5,3 tys., w 2013 r. – 7,2 tys., a w ubiegłym roku już 12,7 tys. Jak widać dane z naszego kraju są alarmujące. 

Ale skąd ta niechęć do szczepień? Obecnie w Polsce i UE nie stosuje się już szczepionki doustnej OPV, którą moje pokolenie było raczone. Została zastąpiona bezpieczniejszą IPV, podawaną pozajelitowo – przez podskórną iniekcję. IPV zawiera zabite wirusy, czym różni się od OPV, która zawiera szczepy żywe, atenuowane (czyli takie o osłabionej wirulencji, czyli zdolności zakażania). W Polsce od 2001 – 2014 roku odnotowano 3 poszczepienne (OPV) przypadki polio, co daje statystycznie 3,8 przypadków na 10 mln! Ryzyko choroby i powikłań z nią związanych jest znacznie wyższe! 1% zakażonych przechodzi aseptyczne zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, a 0,1% dotyka postać porażenna. Inne powikłania to śmiertelne zapalenie mózgu i zespół poporażenny, który dotyka około 30% dotkniętych porażeniem. 

Każdy wyrób medyczny niesie za sobą potencjalne powikłania. Trzeba być tego świadomym. Nawet zwykły ibuprofen może uszkodzić wątrobę lub wywołać krwotok. Ale trzeba być też świadomym zagrożeń związanych z przejściem choroby. Ja wolę podjąć ryzyko 3,8 na 10 mln. Przed erą szczepień chorowało rocznie około 350 tys. dzieci. Kilkanaście tysięcy rocznie dotykało z tego powodu kalectwo na całe życie. W 2017 roku odnotowano w Polsce 22 zachorowania, żadne z nich nie było poszczepienne (dane PZH). Związek szczepień z ograniczeniem występowania choroby o 99% jest niezaprzeczalny!

Sprawa Wakefielda

 A co z tą sławną (niesławną) szczepionką MMR (ang. Measles-Mumps-Rubella) przeciwko odrze, śwince i różyczce? Podobno wywołuje autyzm. A dokładniej środek konserwujący, który był w niej stosowany – tiomersal. Był, bo już nie jest po aferze jaką wywołał niejaki pan Wakefield, którego panem doktorem już się nie tytułuje. Tiomersal miał uszkadzać komórki nerwowe i prowadzić do autyzmu. Wakefield tak zakomunikował w swoim artykule, który ukazał się w prestiżowym periodyku The Lancet. Po tych niepokojących doniesieniach nad problemem głowiły się rzesze naukowców i żadnego związku szczepionki MMR z autyzmem nie znaleziono. Za to dokopano się do intencji Wakefielda i doszukano się wielu uchybień metodologicznych we wspomnianym artykule. Jakie były te intencje? Otóż badania miały pomóc zaprzyjaźnionemu prawnikowi w uzyskaniu odszkodowań. A sam Wakefield dopuścił się wielu manipulacji, m.in. dotyczącej wystąpienia pierwszych objawów u badanych pacjentów. Jak wynika ze śledztwa dziennikarskiego, te objawy pojawiły się przed podaniem szczepionki, a nie po. Nie zgodził się też na odtworzenie badań. Krótko wyjaśnię, że każde badanie powinno być powtarzalne i dawać ten sam wynik końcowy. Więcej na ten temat można poczytać tutaj (wymagana znajomość j. angielskiego). Lancet wycofał artykuł, a Wakefield stracił prawo do wykonywania zawodu lekarza. 

Po wycofaniu tiomersalu z większości szczepionek, uwaga ruchów antyszczepionkowych, czy też ruchów na rzecz dobrowolności szczepień (jak zwał tak zwał), skupiły się na adiuwantach. Czym są adiuwanty? To substancje będące nośnikami antygenów patogenów. Wzmacniają odpowiedź immunologiczną, dzięki czemu stosuje się mniejsze ilości wspomnianych antygenów i mniej dawek samej szczepionki. Innymi słowy, pomagają układowi odpornościowemu “zauważyć” niebezpieczeństwo i zareagować na nie. Do takich substancji zalicza się wodorotlenek glinu, fosforan glinu, fosforan wapnia, witamina A, liposomy. Kontrowersje budzą związki glinu, którego toksyczność budzi niepokój. Jednak wszystko rozchodzi się o dawkę. Co na to wszystko Medycyna Praktyczna (wiodący wydawca literatury fachowej w Polsce)? 

Czy glin jest bezpieczny dla małych dzieci?

Prawo federalne (w Stanach Zjednoczonych – przyp. tłum.) ogranicza zawartość glinu w szczepionkach do 0,85–1,25 mg na dawkę.5 Szczepionka przeciwko pneumokokom zawiera na przykład 0,125 mg glinu na dawkę, czyli około 1/10 zalecanej dawki. Uwzględniając wszystkie szczepionki zalecane przez amerykańskie Centers for Disease Control and Prevention, maksymalna ilość glinu, na jaką narażone jest niemowlę w 1. roku życia, wynosi 4,225 mg,5 co równa się około połowie dawki, którą dorośli przyjmują codziennie w diecie (7–9 mg).3 W związku z tym, w porównaniu z ilością glinu spożywanego codziennie, jego zawartość w szczepionkach jest niewielka. Wielu rodziców zadaje jednak pytanie, czy istnieje jakaś różnica pomiędzy spożyciem a wstrzyknięciem glinu.

Spożycie glinu a jego wstrzyknięcie

Dla zrozumienia różnicy pomiędzy spożyciem a wstrzyknięciem glinu konieczne jest poznanie procesów jego wchłaniania i eliminacji z organizmu. Glin jest wdychany albo wchłaniany z jelita lub mięśni do krwi, a następnie gromadzony w wielu tkankach, między innymi w płucach i kościach. Organizm wydala glin, jednak proces ten jest wolniejszy niż jego gromadzenie, stąd ogólną ilość tego pierwiastka w organizmie określa się jako „całkowite obciążenie organizmu glinem”. Glin znajduje się w wielu produktach spożywczych, takich jak mleko matki, mieszanki mleczne dla niemowląt oraz wiele innych, dlatego cały czas jest on powoli gromadzony w organizmie niemowlęcia. Niewielka ilość glinu znajduje się nawet w ciele noworodka, co wynika z ekspozycji w życiu wewnątrzmacicznym. Wstrzykiwanie glinu zawartego w szczepionkach tym różni się od wchłaniania tego pierwiastka z przewodu pokarmowego, że szczepionki podaje się tylko kilka razy w ciągu 1. roku życia dziecka, natomiast glin zawarty w produktach spożywczych gromadzi się powoli każdego dnia. Badania na modelach zwierzęcych wykazały, że sole glinu podane drogą wstrzyknięcia wchłaniają się tylko częściowo do krwi – w przypadku wodorotlenku glinu w 17%, a w przypadku fosforanu glinu w 51%.6 Wchłanianie wstrzykniętego glinu również zajmuje trochę czasu, bo od kilku tygodni do kilku miesięcy, w zależności od zastosowanego rodzaju soli glinu. Minimalny poziom ryzyka (minimum risk level – MRL) oznacza takie stężenie glinu, przy którym nie obserwuje się żadnych znanych działań niepożądanych. Wartość MRL określiła Agency for Toxic Substances and Disease Registry (należąca do amerykańskiego Departamentu Zdrowia – przyp. red.). Szacuje się, że u niemowląt MRL wynosi 1 mg/kg mc./24 h. Wartość MRL zwiększa się z czasem, ponieważ organizm dużo szybciej gromadzi glin niż go eliminuje, a masa ciała dziecka zwiększa się wraz z wiekiem. Biorąc pod uwagę zarówno wstrzyknięcia szczepionek zawierających glin, jak i glin codziennie spożywany z dietą wykazano, że całkowite obciążenie organizmu glinem w 1. roku życia nigdy nie przekracza ustalonego MRL, nawet u małych niemowląt (masa ciała na poziomie 5. centyla) i po zastosowaniu szczepionek z największą ilością glinu na dawkę.6 Informacja o minimalnej zawartości glinu w szczepionkach oraz o tym, że jest ona dużo mniejsza niż ustalony MRL powinna uspokoić zarówno pediatrów, jak i rodziców. Ponadto wiele niemowląt otrzymujących różne preparaty szczepionek przyjmuje mniej glinu niż wynosi dawka maksymalna, dlatego ryzyko wystąpienia działań niepożądanych w tej grupie jest nawet mniejsze.​

Liczby nie kłamią. Dawki glinu znajdujące się w szczepionkach są zwykle dziesięciokrotnie niższe niż przyjęte, restrykcyjne normy. Przy zdrowych nerkach nie ma ryzyka. Oczywiście, jeśli chcemy to ryzyko minimalizować, mamy prawo wybrać szczepionkę o mniejszej zawartości adiuwantów, w której skład wchodzi słabiej wchłaniany wodorotlenek glinu. Można do poradni przyjść ze swoją szczepionką kupioną w aptece, nie ma przymusu podawania dzieciom szczepionki refundowanej przez państwo. To bardzo ważne! Rodzice powinni wiedzieć, że na rynku dostępne są różne preparaty. 

Jak nie pogubić się w gąszczu informacji?

“Autorytety” ruchów antyszczepionkowych rozpowszechniają informacje nt. rzekomego niewystępowania autyzmu u nieszczepionych. Nie podając przy tym źródeł tych “rewelacji”. Spędziłam wiele dni na poszukiwaniu naukowego potwierdzenia tych doniesień. I nie, nie znalazłam. Za to znalazłam badania mówiące coś wprost przeciwnego. Nie ma różnic w częstości występowania autyzmu między szczepionymi a nieszczepionymi dziećmi (źródło JAMA). JAMA to Journal of the American Medical Association, czasopismo które na liście MNiSW znajduje się obok takich periodyków jak Science czy Nature. Autorytet niekwestionowany. Oczywiście pojawiają się głosy, że wyniki tego badania są sfałszowane. Mam tylko jedną odpowiedź na ten zarzut: powtórz badanie, przeanalizuj wyniki i spróbuj obalić te oryginalne. Nic nie stoi na przeszkodzie. 

Na potrzeby tego wpisu rozmawiałam z kilkoma osobami, które nie chcą szczepić swoich dzieci. To wykształcone, młode osoby około trzydziestki. Próbowałam zrozumieć skąd biorą się ich obawy. Po analizie dziesiątek artykułów, które mi wysłali doszłam do wniosku, że z braku umiejętności filtrowania wiadomości. W XXI w. informacja jest na wyciągnięcie ręki. Ale czy każda jest wiarygodna? Jak odróżnić prawdę od, użyję mocnego słowa, “gównoprawdy”? Jak oddzielić ziarna od plew i wiarygodne informacje od bzdur? Moja podstawowa rada, to sprawdzać, czy autor powołuje się na fachowe źródła. Brak źródeł oznacza śmieciową informację. W tak poważnej sprawie, jak nasze zdrowie, nie można opierać się na wywodach niepopartych żadnymi dokumentami, a tym charakteryzują się rewelacje podawane przez “autorytety” antyszczepionkowców. 

Jak zaradzić postępującej niechęci do szczepień? Myślę, że rozwiązań jest kilka. A zacząć trzeba od edukacji w szkołach ukierunkowanej na budowanie umiejętności oddzielania wiarygodnych źródeł od niewiarygodnych. Myślę, że duże znaczenie ma też postawa niektórych lekarzy, którym może brak cierpliwości, żeby wytłumaczyć przeciętnemu Polakowi dlaczego należy szczepić dzieci. Ostatnim punktem będzie zbudowanie efektywnego systemu zgłaszania i monitorowania potencjalnych powikłań poszczepiennych. System prawny wymaga także wprowadzenia jasnych norm określających kto i w jakim zakresie powinien odpowiadać za potencjalne NOPy. 

Mam swój osobisty apel do lekarzy. Nie traktujcie rodzica, który nie chce szczepić dziecka, jak idioty. Postarajcie uzbroić się w cierpliwość i rzeczowo wytłumaczyć, dlaczego jest w błędzie.

***

Ściskam!

Hania

PS: W związku z tym, że temat budzi wiele emocji każdy komentarz przejdzie przez moderację. Proszę o kulturalną dyskusję bez wyzwisk i wulgaryzmów. 

Komentarze (8)

  • Avatar

    JAGOOPEPPERMINT

    Temat szczepionek wywołuje zawsze taką reakcję, jakbyś wbili kij w mrowisko.. 🙂
    Mam córkę i szczepię ją! Kurcze.. przepraszam za porównanie.. ale nawet psa się szczepi.
    Argumenty ruchu antyszczepionkowego również do mnie nie trafiają!

    Btw – śliczny blog, jestem tutaj pierwszy raz! <3

    Odpowiedz

    • Avatar

      HaniaK

      Co do szczepienia zwierząt antyszczepionkowcy też mają swoje teorie 😉 Cieszy mnie, że trafiają tutaj rozsądni ludzie 🙂

      Dziękuję za komplement 🙂 Staram się 😉

      Odpowiedz

  • Avatar

    asasasd

    Admin: Z komentarza zostały usunięte wulgaryzmy.

    (…)albo jesteście tacy ograniczeni i nic nie kumacie lub przytulacie kasę od koncernów farmaceutycznych (p. np film BOTOKS)
    Idea szczepień jest oczywiścied OK, ale jak zwykle gorzej z wykonaniem.
    – obecnie prawie wszystkie szczepionki produkowane są POZA POLSKĄ – Chiny, Francja, Korea Płd.
    – w Polsce w Krakowie produkowana jest szczepionka BCG – która w Niemczech zostałą zakazana kilkanaście lat temu.
    – w Polsce od kilkunastu lat nie zbadano ŻADNEJ szczepionki pod kątem zawartości i zgodności z deklaracjami (p. lek na nadciśnienie chiński walsartan)
    – kto zagwarantuje że szczepionki są prawidłowo transportowane z dalekiej Azji do Polski???
    – kupowane są najtańsze szczepionki których część zabroniona jest w innych krajach.
    – porównajcie ulotki tych samych szczepionek w wersji polskiej i np. włoskiej
    Wierzycie naprawdę że szczepionka wyprodukowana w np. w Chinach jest bezpieczna??????

    Odpowiedz

    • Avatar

      HaniaK

      Proszę pokazać dowód, że od kilkunastu lat nie przebadano pod względem jakościowym żadnej szczepionki.

      Każda seria przed wprowadzeniem do obrotu jest badana przez niezależne od producenta laboratoria.

      Odpowiedz

        • Avatar

          HaniaK

          “Treść otrzymanej odpowiedzi wydaje się wskazywać, że program szczepień ochronnych nie jest prowadzony po to, abyśmy byli zdrowsi, ale wyłącznie po to, aby ograniczyć ilość zachorowań na niektóre choroby zakaźne, od mocno nieprzyjemnej błonicy poczynając, na zupełnie banalnej śwince i różyczce kończąc.” Tak, właśnie po to są szczepienia. Żeby ograniczyć liczbę zachorowań na niektóre choroby zakaźne. Nie zgadzam się z twierdzeniem, że świnka, która może powodować głuchotę lub nawet niepłodność jest banalną chorobą! A różyczka jest bardzo niebezpieczna dla kobiet w ciąży i ich potomstwa. Tu nie chodzi tylko o ochronę przed samą chorobą, ale także przed powikłaniami. Bardzo często ciężkimi. Cała treść przytoczonego wniosku trafiła pod niewłaściwy adres. To do NIZP-PZH i NFZ powinny trafić te pytania. Zgadzam się, że kwestia NOP jest w Polsce niedostatecznie uregulowana, a sprawa odpowiedzialności za ich wystąpienie co najmniej mętna. To wymaga pracy i o tym pisałam w swoim tekście.

          Odpowiedz

  • Avatar

    Agnieszka

    Wiesz, mam dwójkę małych dzieci – nawet nie brałam pod uwagę tego, że mogłabym ich nie zaszczepić. Przecież to dla ich dobra! Przekonania ruchu antyszczepionkowego jakoś do mnie nie trafiają…
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    Odpowiedz

    • Avatar

      HaniaK

      Słusznie!

      Odpowiedz

Zostaw komentarz