fbpx
Produkt został dodany

Arashe Parfums – ciekawe perfumy drogeryjne

Perfumy, to ostatnio dla mnie ciężki temat. Od kiedy staram się trwać w postanowieniu i kupować tylko te kosmetyki, które nie są testowane na zwierzętach nie kupiłam żadnych zapachów. Od dwóch latach kończę zapasy, które mi się nazbierały. Ale powoli trzeba zacząć myśleć nad czymś nowym. I o ile rynek perfum luksusowych, które są cruelty free jest dość ubogi, to spośród perfum drogeryjnych można znaleźć całkiem sporo propozycji. W tym nowość polskiej firmy MAYbe CosmeticsArashe Parfums, które mają być od lipca dostępne w drogeriach Natura. Firma zapewniła mnie, że spełnia wszystkie moje wymagania, więc z chęcią postanowiłam wypróbować kolekcję, w której skład wchodzi pięć różnych zapachów. Jeśli interesuje Cię temat kosmetyków wolnych od okrucieństwa, zajrzyj TUTAJ, znajdziesz więcej wpisów na ten temat 😉

Zapach, to nic innego jak dotyk, który czujemy z daleka.

                                                             

 Jean Claude Ellena

Muszę przyznać, że do drogeryjnych perfum podchodzę dość sceptycznie. Obawiam się przede wszystkim trwałości, ale i do samych kompozycji zapachowych podchodzę z rezerwą. Pierwsze testy zapachów Arashe wykonałam na papierowych próbnikach i zachwycona nie byłam. Ale już próby na skórze okazały się całkiem pozytywnym zaskoczeniem! W kolekcji znaleźć można zapachy świeże, idealne na wiosnę i lato i cięższe, które sprawdzą się wieczorem i w sezonie jesienno-zimowym. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że niby drogeryjne i dość tanie (50 zł/50ml), ale raczej tanio nie pachną. Kompozycje są intrygujące i wciągające. Swojego ulubieńca już wytypowałam i w tej upalnej aurze sięgam po niego codziennie.

Ahlena

Nuta głowy: mandarynka, jaśmin, imbir

Nuta serca: sól, wanilia

Nuta bazy: kaszmir, drzewo sandałowe

Kiedy widzę jaśmin i drzewo sandałowe, od razu wiem, że zapach będzie mi się podobał. I tak też było w tym przypadku. Z zapachem Alhena polubiłam się od razu i stał się jednym z moich ulubionych z tej kolekcji. Jest słodki, ale dzięki kombinacji mandarynki i imbiru pozostaje świeży. Pomimo swojej słodkości, nie jest to zapach z kategorii duszących i mdłych, a raczej orzeźwiających. Świetny na co dzień i nawet w gorące dni nosi się go bardzo przyjemnie. Kompozycja jest delikatna i dziewczęca, nie zostawia za sobą długiego ogona i nie buduje dystansu. Kompozycja przypomina mi najbardziej zapach Olympea Paco Rabanne.

Elnath

Nuta głowy: pieprz różowy, kwiat pomarańczy

Nuta serca: kawa, jaśmin, lukrecja

Nuta bazy: wanilia, ,paczula, cedr, kaszmir

To zapach, który budzi skojarzenia z Black Opium Yves Saint Laurent, choć jest od niego nieco delikatniejszy. Poszczególne nuty w obu produktach się pokrywają, choć w innych kombinacjach. To zapach dla kobiety pewnej siebie i wyzwolonej. Tworzy dystans i aurę tajemniczości, ciągnie się za nim lekki ogon. Jest dość ciężki, więc nada się na wieczór i sezon jesienno-zimowy. Bardzo go lubię i chętnie sięgam w chłodniejsze dni i wieczorami. 

Hadar

Nuta głowy: migdał, kawa

Nuta serca: tuberoza, jaśmin

Nuta bazy: fasolka tonka, kakao, drzewo sandałowe, wanilia

Zapach jest nietuzinkowy i na myśl przywodzi mi cukierki z dzieciństwa. Mam wrażenie, że jest inspirowany perfumami Carolina Herrera Good Girl. Pozostawia po sobie intensywne pierwsze wrażenie, które po chwili uspokaja się i przechodzi w przyjemne nuty serca, czyli tuberozę i jaśmin. To chyba najbardziej intrygujący zapach w kolekcji, który budzi we mnie skrajne emocje. Intensywne początki do moich ulubionych nie należą, za to po chwili robi się całkiem miło. Zapach jest mocno kwiatowy i słodki, więc wybieram go raczej na wieczór i w chłodniejsze dni.

Shaula

Nuta głowy: liść czarnej porzeczki

Nuta serca: róża, frezja

Nuta bazy: wanilia, paczula, nuty drzewne

Ten intrygujący zapach kojarzy mi się z perfumami Armani Si. To piękny i szalenie kobiecy zapach. Intensywny, ale zarazem romantyczny. Chociaż za różą nie przepadam, w tym wypadku mi nie przeszkadza. Shaula jest ciepła i potrafi wprowadzić w stan rozmarzenia. Ten elegancki zapach buduje dystans i ciągnie się za nim ogon, tworzy też aurę tajemniczości, podobnie jak Elnath. 

Z początku nie byłam jego fanką, ale z czasem pochłaniał mnie coraz bardziej i bardziej, aż w końcu się w nim zakochałam. Mam też wrażenie, że z całej kolekcji jest najtrwalszy. Polecam na wieczór i sezon jesienno-zimowy.

Misam

Nuta głowy: kwiat kaktusa

Nuta serca: jaśmin, kwiat róży, frezja

Nuta bazy: nuty drzewne, cedr

I na koniec zapach, który skradł moje serce od razu. Zapewne przez letnią aurę za oknem. Misam jest niezwykle świeży, orzeźwiający i nowoczesny. To lekki i łagodny zapach, który świetnie się sprawdza w gorące dni. Kojarzy mi się z wakacjami i letnimi festiwalami. Jest w nim odrobina szaleństwa, ale też elegancji. Jeśli miałabym go porównać, do jakiegoś znanego zapachu, byłby to Ma Vie od Hugo Boss. Mimo, że jest kwiatowy, to nie jest ani mdły, ani duszący. Jest doskonale wyważony i z całej kolekcji, to właśnie ten stał się moim ulubionym i najczęściej po niego sięgam.

Kolekcja Arashe Parfums, to ciekawe kompozycje zapachowe, które można dostać w bardzo przystępnej cenie. Są całkiem trwałe, pozytywnie się zdziwiłam, kiedy po kąpieli wciąż były wyczuwalne na skórze. Nie są może tak intensywne, jak ich wysoko półkowe odpowiedniki, ale przy tej cenie zupełnie mi to nie przeszkadza. Za 50 ml trzeba zapłacić 50 zł (TUTAJ), więc muszę przyznać, że stosunek ceny do jakości jest bardzo dobry. To ciekawa alternatywa dla luksusowych perfum, których producenci przyczyniają się do wykonywania testów na zwierzętach. Na plus zaliczam minimalistyczne flakony, które będą ładną ozdobą każdej toaletki. Zachęcam do wypróbowania! Dostępne kompozycje są na tyle różnorodne, że każdy znajdzie coś dla siebie. Te perfumy drogeryjne są eleganckie i nowoczesne. Żaden nie jest z tych babcinych, za to wszystkie przypadną do gustu nowoczesnym i pewnym siebie kobietom 😉 Mnie bardzo podobają się cztery zapachy z pięciu (Ahlena, Elnath, Shaula, Misam), więc test kończą z wynikiem bardzo dobrym 🙂

Kto już testował ręka w górę! Daj znać w komentarzu, czy masz już swojego ulubieńca. A może znasz inne perfumy cruelty free? 

Muszę przyznać, że do drogeryjnych perfum podchodzę dość sceptycznie. Obawiam się przede wszystkim trwałości, ale i do samych kompozycji zapachowych podchodzę z rezerwą. Pierwsze testy zapachów Arashe wykonałam na papierowych próbnikach i zachwycona nie byłam. Ale już próby na skórze okazały się całkiem pozytywnym zaskoczeniem! W kolekcji znaleźć można zapachy świeże, idealne na wiosnę i lato i cięższe, które sprawdzą się wieczorem i w sezonie jesienno-zimowym. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że niby drogeryjne i dość tanie (50 zł/50ml), ale raczej tanio nie pachną. Kompozycje są intrygujące i wciągające. Swojego ulubieńca już wytypowałam i w tej upalnej aurze sięgam po niego codziennie.

***

Ściskam!

Hania

Komentarze (3)

  • Avatar

    Iwona

    Ostatnio dużo czytam o tych zapachach 🙂

    Odpowiedz

  • Avatar

    Natalia

    Jestem coraz bardziej zaintrygowana perfumami owej marki!
    Uwielbiam poznawać nowe zapachy, więc myślę, że to zaledwie kwestia czasu nim trafi do mnie choć jedna buteleczka 🙂
    Pozdrawiam serdecznie!

    Odpowiedz

    • Avatar

      HaniaK

      Warto się zapoznać! Cena jest przystępna, a zapachy bardzo ciekawe 🙂

      Odpowiedz

Zostaw komentarz